Prorocy i mędrcy

Pragnę przedstawić tutaj   kilka niezwykle interesujących osobowości, których nauki i poglądy były bardziej lub mniej powiązane z prawdziwą istotą Boga.

Na pierwszym miejscu należy tu wymienić Abrahama, który wbrew wszelkim pozorom był prawdziwym twórcą monoteizmu. Abram, a właściwie Abiramu, przyszedł na świat w Ur, które było jednym z największych miast cywilizacji sumeryjskiej i akadyjskiej. Nie znamy dokładnej daty jego narodzin, ale szacuje się, że miało to miejsce gdzieś u schyłku III tysiąclecia p.n.e. Ziemie Sumeru były wówczas rządzone przez sumeryjską III dynastię z Ur, dlatego większość historyków zakłada, że skoro Abiramu był urzędnikiem, to z pewnością musiał być z pochodzenia Sumerem, a nie Akadem. Teoria ta bierze się stąd, że skoro za panowania III dynastii z Ur doszło do odrodzenia i rozkwitu kultury, to dało się to osiągnąć głównie dzięki temu, że faworyzowano rdzenną sumeryjską ludność. Są też tacy, którzy twierdzą, że Abram mógł być Amorytą. Do mnie to raczej nie przemawia, gdyż, jak wiemy z historii, Amoryci przyczynili się do powstania Babilonu. Skoro rodacy Abrama przejęli terytorium Sumerów, to automatycznie rodzi się pytanie: „Dlaczego twórca monoteizmu zdecydował się na opuszczenie Ur?” Nawet jeżeli musiał wyjechać ze względu na zamieszki, to dlaczego on ani jego potomkowie nie zdecydowali się na powrót w rodzinne strony, kiedy sytuacja w Sumerze uległa stabilizacji? Kto normalny chciałby żyć jako uchodźca na zupełnie obcej mu ziemi zamiast wrócić do kraju, w którym jego rodacy zdołali się zadomowić? Ten strach przed powrotem mógł świadczyć tylko o jednym – Abram nie był wcale ani Amorytą, ani w ogóle Semitą, lecz po prostu Sumerem. Podaje się, że Abram był synem bliżej nieznanego Teracha. Miał dwóch braci: Nachora i Harana oraz przyrodnią siostrę o imieniu Saraj, którą później poślubił. Dzieje Abrama rozpoczynają się w momencie, kiedy ten zdecydował się opuścić rodzinne miasto i wraz z całą rodziną udał się w głąb ziem Sumeru. Księga Rodzaju podaje nam, że powodem tej podróży miał być otrzymany od Boga rozkaz. Rzeczywistość wyglądała jednak zupełnie inaczej, gdyż do ziemi Kanaan Abram wyruszył dopiero po śmierci ojca, a nie tuż po opuszczeniu rodzinnego miasta. Co więc skłoniło go do ucieczki? Aby to zrozumieć, należy sobie najpierw przypomnieć co doprowadziło do upadku III dynastii z Ur. Otóż u schyłku III tysiąclecia p.n.e. Sumer zetknął się z najazdem Elamitów, którzy plądrowali miasta i wioski. Około 2005 r. p.n.e. doszli oni do miasta Ur, które w krótkim czasie zdobyli. Zatem jeżeli Abram narodził się przed 2000 p.n.e. można śmiało powiedzieć, że powodem ucieczki jego rodziny była właśnie chęć ochrony przed śmiercią z ręki Elamitów. Jak podaje Księga Rodzaju, Terach wraz z rodziną udał się do Charanu, który znajdował się na północny zachód od Ur. Stąd też wniosek, że podczas ucieczki Abram nie myślał wcale o podróży do ziemi Kanaan, lecz po prostu posuwał się wzdłuż ziem Sumeru, by znaleźć się jak najdalej od płynącego ze wschodu zagrożenia. W Charanie zmarł Terach i dopiero po tym wydarzeniu Abram miał zdecydować się na dalszą wędrówkę – tym razem w kierunku południowym. Zatrzymał się dopiero w mieście Sychem, które było położone na ziemiach zamieszkanych przez Kananejczyków. Dalszych losów Abrama nie będziemy opisywać, gdyż nie mamy pewności co do ich autentyczności. Poza tym kolejne wydarzenia mają raczej niewielki wpływ na powstanie monoteizmu. Zatrzymajmy się zatem na relacjach, jakie zapanowały pomiędzy rodziną Abrama a Kananejczykami. Wiemy doskonale o tym, że kultura i religia Izraelitów miała i nadal ma wiele wspólnego z kulturą i religią sumero-akadyjską.. Wystarczy chociażby spojrzeć na podobieństwo w nazewnictwie miesięcy albo na mity takie jak mit o potopie, o Mojżeszu czy chociażby o ogrodzie Eden. Zatem jeżeli Żydzi mieli przybyć do ziemi Kanaan dopiero u schyłku II tysiąclecia p.n.e., to nie mieli oni żadnych szans na spotkanie się z Abramem. A jeśli nie rozmawiali z nim w cztery oczy, to znaczy, że ich jedyna styczność z kulturą sumero-akadyjską nastąpiła tylko dzięki temu, że była ona rozpowszechniona wśród Kananejczyków lub ludzi, którzy między nimi mieszkali. A to by z kolei oznaczało, że kiedy Abram dotarł do Sychem, to musiał on wkupić się w łaski rdzennej ludności i następnie ją sobie podporządkować, bo tylko w taki sposób mógł zdobyć wystarczające wpływy, by przekonać Kananejczyków do interesowania się Sumerem. Nie wiemy dokładnie w jaki sposób Abram zdobył uznanie w ziemi Kanaan. Możemy jedynie przypuszczać, że ktoś mu w tym pomagał. Niby Księga Rodzaju wspomina coś o Egipskim faraonie, lecz moim zdaniem największą rolę w zdominowaniu Kananejczyków musieli odegrać inni Sumerowie, którzy być może wędrowali przez cały ten czas wraz z Abramem, by podobnie jak on uciec przed Elamitami.
Zastanawiający jest jednak fakt, że według Tory Abram nie był wcale lubiany przez miejscową ludność Kanaanu. Oznaczałoby to, że przybyli tam Sumerowie musieli odseparowywać się od Kananejczyków, dbając jednocześnie o swoje bezpieczeństwo. Ale czy opisana w Torze, dalsza historia Abrama aby na pewno zasługuje na miano wiarygodnej? Skoro metaforą jest opowieść o Sodomie i Gomorze, to skąd wiadomo, że takiej samej funkcji nie spełnia opis relacji między Abramem a Kananejczykami?
Ponieważ ciężko nam będzie odkryć prawdę o życiu twórcy monoteizmu, skończmy spisywać jego biografię i poznajmy bliżej jego zasługi na polu religii. Mimo, że Abram chętnie rozpowszechniał sumeryjskie mity, to jednak nie faworyzował sumeryjskich bóstw. Robił to głównie dlatego, że już wtedy odkrył istnienie jednego, potężnego Absolutu. Niestety nie znamy dokładnej genezy zrodzenia się jego poglądów. Księga Rodzaju wspomina jedynie o tym, że Abram nie potrafi ł rozpowszechnić monoteizmu, którym zainteresowała się jedynie niewielka grupa ludzi. Prawdziwy rozkwit tej religii nastąpił dopiero po przybyciu Hebrajczyków. Być może właśnie dlatego nazwali oni Abrahama swym ojcem – nie chodziło tu o bycie przodkiem narodu, lecz o bycie twórcą ich religii. Na zakończenie opowieści o Abrahamie należy wspomnieć o pewnej interesującej rzeczy. Muzułmanie uważają, że święty czarny kamień został przyniesiony do Kaaby właśnie przez Abrahama. Kiedy o tym pomyślę, do głowy przychodzi mi pewna myśl… Otóż według akadyjskiej legendy o Sargonie Wielkim, władca ten miał wybudować w Agade wspaniałą świątynię dla swojej patronki, bogini Isztar. Przybytek ten miał słynąć nie tylko ze swego piękna i wielkości ale też z tego, że wewnątrz znajdował się przyniesiony przez bogów dar – czarny kamień. Hm… A co jeśli kamień z Kaaby i kamień z Agade są tą samą rzeczą? Z historii Abrahama możemy wywnioskować, że człowiek ten próbował zrobić wszystko, by chronić sumeryjską kulturę. Być może podczas ucieczki z Ur udał się on do świątyni Isztar i zabrał stamtąd świętą relikwię, by ją uratować przed zniszczeniem i zapomnieniem? A skoro o tym mowa, to wypadałoby jeszcze dodać, że akadyjskie legendy wspominają także o przymierzu zawartym pomiędzy Sargonem a boginią Isztar. „Dokumentem”, który potwierdzałby tę umowę miała być Złota Tablica. Jeżeli coś takiego istniało naprawdę, to z pewnością musiało mieć to ogromne znaczenie dla Akadów i Sumerów. Kto wie, czy Abram również nie zabrał tej tablicy ze sobą… Wówczas mógłby przekazywać ją z pokolenia na pokolenie, aż dostałaby się ona w ręce Mojżesza. W ten właśnie sposób mogły wyglądać dzieje Arki Przymierza. Oczywiście jest to tylko hipoteza… Wątpię, by kiedykolwiek udało się poznać prawdę…

Kolejną interesującą postacią jest Zaratusztra, który pełnił funkcję kapłana staroirańskiej religii, jaką był mazdaizm. Człowiek ten przyszedł na świat pomiędzy XIII a X wiekiem p.n.e. Jego lud został wybity na skutek walk z innymi plemionami, co zmusiło Zaratusztrę do tułaczki po ziemiach obecnego północnego Iranu. Spotykał wówczas doświadczonych kapłanów mazdaizmu, od których pobierał nauki i którzy postanowili przygarnąć go pod swe skrzydła. Przez te kilkanaście lat tułaczki Zaratusztra cały czas obserwował walki plemienne, które wyniszczały irańską ludność. W między czasie rozmyślał nad istotą bogów, aż w końcu zdołał odkryć istnienie jednego potężnego Absolutu, którego odwrotnością jest Aryman. W wieku trzydziestu lat Zaratusztra ustalił prawo i dogmaty wiary swej nowej religii, którą to następnie usiłował rozpowszechnić. Niestety jego rodacy odrzucili te poglądy, a jego uznali za heretyka. Zaratusztra był wówczas zmuszony do ucieczki. Schronienie znalazł dopiero na dworze króla Wisztaspy, który władał Chorezmem. Władca ten przekonał się do nowej religii, zwanej zaratusztrianizmem, po czym rozpowszechnił ją w swoim państwie. Nie spodobało się to sąsiednim krajom, które w ramach kary zdecydowały się zaatakować Chorezm. Wbrew ich oczekiwaniom Wisztaspa zdołał odeprzeć atak, po czym dokonał inwazji na okoliczne państwa. Następnie utworzył jedno wielkie królestwo, które obejmowało dzisiejszy północny Iran, Turkmenistan i część Kirgistanu. Zaratusztrę uczyniono głównym kapłanem nowej religii i zaczęto ją uważać za główny czynnik, dzięki któremu doszło do powstania wielkiego królestwa Wisztaspy. Zaratusztra został odpowiednio nagrodzony za swe wysiłki – otrzymał bogactwo oraz pojął córkę najwyższego doradcy króla za żonę. Jednakże jako starzec zrezygnował z dostatniego życia i dobrowolnie zanurzył się w lodowatych wodach jeziora Kasaoja w Pamirze. Losy Zaratusztry są nam znane z Awesty, która była świętą księgą zaratusztrianizmu. Oczywiście nie można mieć pewności, że wszystkie zawarte w niej informacje są prawdziwe.  Być może irański prorok wcale nie zginął w wodach jeziora, a wydarzenie to zostało zmyślone po to, by nadać jego osobie szczególnego znaczenia. Tak czy owak to nie historia Zaratusztry zasługuje na uwagę, lecz to, o czym nauczał. Otóż jego religia jest właściwie bardzo podobna do mozaizmu Mojżesza. Uważano, że świat miał zostać stworzony w ciągu sześciu dni, a wszystkie twory Boga (Ahury Mazdy) były dobre i doskonałe. Dnia siódmego Ahura Mazda stworzył ogień, który wprawił w ruch całą materię i tchnął życie w organizmy. Niestety panujący na świecie pokój został zakłócony przez Arymana, który jest odbiciem i przeciwnością Ahury Mazdy. Od tamtej pory trwa epoka zamieszania, której kres nadejdzie wtedy, kiedy pojawi się Mesjasz. Mesjasz ma poprowadzić zastępy swych zwolenników do walki ze złem. Po wygranej bitwie nastanie nowa, trzecia epoka – Epoka Królestwa Bożego na Ziemi. Ponadto uważano, że owy Mesjasz ma narodzić się z dziewicy. Zaratusztra jako pierwszy wymyślił też coś, co później zaakceptowano między innymi w chrześcijaństwie – piekło, niebo i czyściec. Dlaczego uważam Zaratusztrę za ważnego proroka? Otóż on jako pierwszy opisał prawdziwą istotę Szatana, którym jest czarna energia ze zwierciadła. Poza tym Zaratusztra zaakceptował monoteizm i podporządkował starożytnych nadludzi jednemu Wielkiemu Konstruktorowi. Ważne jest również to, że zapowiedział nadejście Mesjasza, którego powinnością będzie zjednoczenie świata i utworzenie Bożego Królestwa, co będzie równoznaczne z wkroczeniem w Nową Erę. Natomiast jak sprawy się z mają ze stworzeniem świata, które trwało siedem dni? Jako, że pojawia się to również w Torze, uważasz zapewne, że cała ta historia ma ukryte znaczenie. Być może… Być może w kulturze Sumeru było coś, co gloryfi kowało cyfrę 7. Niewykluczone, że ma się to odnosić do wielkich czakramów, których na Ziemi jest być może siedem… Skoro doceniliśmy Zaratusztrę, to nie możemy oczywiście zapomnieć o Mojżeszu. Był to człowiek, który działał mniej więcej w tym samym czasie, co wcześniej wymieniony irański prorok. Ponadto wpadł na pomysł utworzenia podobnej do zaratusztrianizmu religii. Jedyną rzeczą, która dzieliła jego i Zaratusztrę była odległość. Mojżesz jest uważany za autora pierwszych pięciu ksiąg Starego Testamentu, które w znacznej mierze składają się z opisu historii jego i jego przodków oraz z opisu prawa i obyczajów. Fakt, że człowiek ten mógł napisać Torę dostarcza nam wielu ciekawych informacji. Otóż do utworzenia mozaizmu niezbędna była wiedza o kulturze i wierzeniach Sumerów oraz o historii Abrama i jego rodziny. Hebrajczycy, którzy pojawili się w ziemi Kanaan dopiero u schyłku II tysiąclecia p.n.e. nie mogli znać dziejów zbiegłych na te tereny Sumerów. Stąd też wniosek, że Mojżesz musiał być albo rdzennym Kananejczykiem albo prawdziwym potomkiem Abrama, czyli Sumerem. Możliwe jest, że Mojżesz znał nawet sumeryjski język, gdyż musiał znać znaczenie sumeryjskiego słowa „Eden”, którym to przecież posłużył się przy spisywaniu mitu o rajskim ogrodzie. Fakt, że w Księdze Rodzaju i Księdze Wyjścia pojawiają się mity sumeryjskie oznacza, że podana w Torze historia Mojżesza jest jednym wielkim mitem, który nie ma w sobie niczego prawdziwego. Legenda o życiu twórcy mozaizmu jest bowiem taka sama jak legenda o Sargonie Wielkim. Akadyjski król również miał być znaleziony w koszyku na rzece, również miał zaopiekować się swoim pokrzywdzonym narodem, z pomocą którego wyruszył potem na podbój nowych ziem. Sargon zawarł także przymierze z bogami, którego pieczęcią miała być Złota Tablica podarowana mu przez boginię Isztar. Poza tym nie ma żadnych historycznych dowodów na to, że Hebrajczycy (jako cały naród) znajdowali się kiedyś w Egipcie… Uważa się, że do ziemi Kanaan przybyli z północnych krawędzi Półwyspu Arabskiego, zdobywając nowe terytorium za pomocą podboju. Mieli wówczas swoje pierwotne semickie bóstwa i czcili między innymi złoty posąg byka. Nie wiemy jak właściwie doszło do tego, że Mojżesz zdołał nawiązać kontakt z Hebrajczykami. Być może wystraszyła go myśl o tym, że jego lud może zostać wybity przed najeźdźców, dlatego tez starał się zrobić wszystko, by się z nimi zaprzyjaźnić. Mimo, że nie znamy szczegółów tej opowieści, to jednak bez cienia wątpliwości przyznamy, że Mojżesz stał się dla Hebrajczyków przywódcą. Dał im nową religię, kulturę i prawo. Ponadto nazwał ich narodem wybranym i rozbudził w nich potrzebę podboju świata. Do głowy przychodzą mi tylko dwa powody, które tłumaczyłyby takie zachowanie Mojżesza. Po pierwsze, mógł się on obawiać agresywnego zachowania Hebrajczyków, więc starał się dogadzać im na każdym kroku, wywyższając ich ponad inne narody. Po drugie, mógł myśleć w ten sam sposób, w jaki myślał Abram – należy rozpowszechniać kulturę Sumeru, nawet jeśli oznaczałoby to dzielenie się nią z innymi ludami. Stworzona przez Mojżesza religia nazywana była mozaizmem. Wraz z kolejnymi stuleciami udoskonalano ją coraz bardziej, o czym świadczy ogromna liczba mniej ważnych żydowskich proroków. Natomiast po II wieku p.n.e. mozaizm był ponownie interpretowany, co przyczyniło się do powstania judaizmu. I wtedy właśnie zaczął się ten najgorszy okres, kiedy to do pięknej religii wkroczyła nienawiść. Ludzie kochani… Co Wy żeście popisali w tej nowej księdze? Jak można było tak zbezcześcić dzieło Mojżesza i uczynić z niego szowinistyczną machinę, która wyniszcza nasz świat? To bardzo dobrze, że lubicie się wyróżniać i macie wysoką samoocenę, ale niestety pozwoliliście na to, by Wasze dusze zeżarł Aryman! Sami zamieniliście się w bestie, które tak bardzo chcecie zwalczać! I to ma być bohater? Prawdziwy bohater likwidowałby tylko tych, którzy faktycznie pasują do Waszego opisu podczłowieka. A Wy? Znęcacie się nad niewinnymi i wierzycie w to, że jesteście wybrani. Wcale nie jesteście… Pochłonęła Was słabość, strach i moralne zepsucie. Zawiedliście nie tylko ludzkość, ale też swojego ukochanego proroka i swoich starożytnych przodków… A tak nawiasem mówiąc, to muszę Was czymś rozczarować. Otóż przesadne wywyższanie własnej nacji wcale nie jest rzeczą oryginalną. Niedawno do mych uszu dobiegły wieści, że we wczesnym średniowieczu albo i jeszcze u schyłku starożytności Słowianie nazywali siebie Dziećmi Bogów. Natomiast pozostałe narody były według nich Twarami, czyli istotami sztucznie wytworzonymi. Twary to stworzenia niemoralne, które nie nadają się do życia w harmonii z naturą. Dlatego też pierwsi Słowianie doszli do wniosku, że powinnością tych stworzeń jest służba u boku swych panów – Dzieci Bogów. Niestety Słowianie słyną z ogromnego lenistwa i problemów z organizacją. Te dwie wady nie pozwoliły im nigdy zdominować świata… Chociaż… Jak się tak popatrzy na Rosję… Państwo to jest chlubą Słowian. Wprawdzie różnie mówi się o życiu w Rosji, ale czy ma to jakieś znaczenie? Większość ludzi i tak nigdy nie zagłębia się w szczegóły. Oni wiedzą tylko to, że Rosja jest jedną ze światowych potęg. Poza tym wydaje mi się, że w uwielbianych przez wszystkich Stanach Zjednoczonych wcale nie żyje się lepiej… A wracając do tematu, to pragnę dodać, że Mojżesza należy cenić przede wszystkim za to, że stworzył zgodne z Boskim prawem przepisy, nazywane Aseret ha-Dibrot, czyli Dziesięć Oświadczeń. Na szczególną uwagę zasługują też niektóre fragmenty Księgi Rodzaju i Księgi Wyjścia, które miały być metaforą odnoszącą się do nadludzi i wiary w Wielkiego Konstruktora. Pierwszym takim odnośnikiem jest źle przez wszystkich pojmowana niewola egipska. Otóż Dekalog rozpoczyna się słowami: „Jam jest Pan, Bóg twój, którym cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli.” Bóg ich wywiódł z „domu niewoli”! A nie „z niewoli”. Słowa „dom niewoli” oznaczają zatem miejsce, w którym szerzy się niewolnictwo. I niewolnictwo to ma dotyczyć wszystkich, czyli każdego kto tam trafi a! A nie tylko Hebrajczyków, których i tak tam pewnie nigdy nie było (za wyjątkiem małych grup)… Można zatem rozumieć, że owa niewola mogła dotyczyć także samych Egipcjan. Co to zatem oznacza? Należy pamiętać, że przed 1000 r. p.n.e. Egipt był właściwie jedyną potęgą, położoną tak blisko ziemi Kanaan. Zatem dla Hebrajczyków, którzy nie znali dokładnie Sumeru, pojęcie „potęga politeistyczna” od razu przywodziła im na myśl państwo egipskie. Wiemy, że nadludzie za swojego żywota lubili wykorzystywać poddanych im śmiertelników. Sumerowie, którzy wraz z Abramem uciekli ze swej ojczyzny, rozumieli już, że bycie sługą starożytnych bóstw przypomina najzwyklejsze niewolnictwo. Religia Egipcjan napawała ich zatem obrzydzeniem. W związku z tym ucieczka z „domu niewoli” odnosi się bardziej do ucieczki przed wiarą w nadludzi. Pamiętamy doskonale, że kluczową rolę w „opuszczeniu Egiptu” miało odgrywać morze, które w cudowny sposób się rozstąpiło, by „uciekinierzy” byli w stanie przejść na drugi brzeg. Wody uderzyły ponownie o brzeg dopiero wtedy, kiedy morze chcieli przekroczyć Egipcjanie. Oczywiste jest to, że coś takiego jak rozstąpienie się wody nie jest możliwe. Opis tego wydarzenia musiał być zatem kolejną metaforą… Jeżeli Egipt jest symbolem miejsca, gdzie było się sługą nadludzi, to by oznaczało, że Egipcjanie są niewolnikami, którzy toną w religijnej niewiedzy. Dlatego zostali pochłonięci przez morze. Natomiast dlaczego Mojżesz i jego lud mogli swobodnie przejść na drugi brzeg? Bo oni z tej niewoli uciekli… Odrzucili służbę u starożytnych bogów (którzy i tak już wtedy od dawna nie istnieli) i powierzyli się Wielkiemu Konstruktorowi, odkrywając w ten sposób część prawdy. Rozstępujące się wody są zatem jak rozsuwająca się zasłona, która zakrywała prawdę. Mówiąc o Mojżeszu, nie można przeoczyć wątku Arki Przymierza. Początkowo mogłoby się wydawać, że jest ona metaforą podobną tym, o których wspomnieliśmy przed chwilą. Z drugiej jednak strony dlaczego mielibyśmy zaprzeczać jej istnieniu, skoro wiemy, że tablice z napisanym przez Mojżesza Aseret ha-Dibrot nie były fikcją? Naprawdę mogła istnieć też laska Aarona, choć wątpliwe jest to, że w cudowny sposób zakwitła. Trzymane wewnątrz Arki artefakty były zwykłymi, pozbawionymi magicznych właściwości przedmiotami, a ona sama została wykonana z prostych materiałów. Nic więc dziwnego, że wraz z biegiem lat zaginęła i być może uległa zniszczeniu… Ale jest jeszcze inna, dużo ciekawsza wizja Arki Przymierza i nawiązuje ona do uciekającego z Ur Abrama, który w ramach ratowania sumeryjskiej kultury mógł zabrać ze sobą Złotą Tablicę Isztar. Wówczas w mitycznej Arce mogły znaleźć się nie trzy, a cztery przedmioty… Ponadto Sumerowie również mieli swój własny mit o Arce. Opowieść ta dotyczyła bogini Inanny, która podstępem wykradła Enkiemu boskie prawa Me. Zabrany skarb był schowany w złotej skrzyni, nazywanej Arką Niebios. Jeżeli Arka Niebios istniała naprawdę, mogła być ona inspiracją dla Mojżesza, który postanowił zbudować własną Arkę na wzór tej sumeryjskiej. Chyba, że własność Inanny była zabrana do ziemi Kanaan przez Abrama. Wówczas biblijna Arka Przymierza była po prostu boską Arką Niebios… Do Bliskiego Wschodu jeszcze powrócimy, ale teraz przenieśmy się na chwilę w głąb Azji, do starożytnych Chin. Gdzieś pomiędzy 750 a 600 r. p.n.e, w chińskim państwie Chu, we wsi Quren na świat przyszedł Laozi. Właściwie jego prawdziwe imię brzmiało Er, a nazwisko rodowe Li. Przydomkiem „Laozi”, który oznacza „Stary Mistrz” ochrzcili go dopiero jego potomkowie i uczniowie. Uważali go bowiem za pierwszego wielkiego mędrca Dalekiego Wschodu. Mimo, że Laozi piastował niski urząd archiwisty na dworze króla z dynastii Zhou, to jednak zdołał przejść do historii jako twórca taoizmu – systemu fi lozofi cznego, a później też i religijnego starożytnych Chin. Taoizm jest pierwszą filozofi ą, która ukazuje prawdziwą istotę Boga. Stwórca jest tam określany słowem „Dao”, gdyż nikt nie zna Jego prawdziwego imienia. Bezimienne Dao stworzyło wszelką energię i materię, jaka znajduje się we Wszechświecie. Dao jest również odpowiedzialne za nadanie wszystkich praw, które regulują działanie stworzonej materii i energii. Laozi zalecał swoim uczniom, by żyli zgodnie z prawami natury i by starali się je dogłębnie badać, ażeby ich egzystencja stała się w ten sposób łatwiejsza. Właśnie to było przez niego nazywane „praktykowaniem oświecenia”. Laozi postulował również dążenie do osiągnięcia harmonii własnego umysłu i ciała. Jedno z jego twierdzeń brzmiało: „Każda rzecz, osiągając   skrajność w swoim rozwoju, zmienia się we własne jakościowe przeciwieństwo, np. dobro przechodzi w zło, a zło w dobro. Jest to prawo natury, zwane ruchem Dao”. Laozi rozmyślał także nad ludzkim cierpieniem i uważał, że człowiek jest nieszczęśliwy wtedy, kiedy próbuje zaspokoić zbyt wiele swoich pragnień naraz… Jednakże to nie chiński fi lozof, a żyjący w Indiach książę wpadł na to, czym naprawdę jest cierpienie i w jaki sposób najskuteczniej je wyeliminować. A nazywał się on Siddhartha Gautama i był synem Suddhodany, władcy miasta Kapilavastu. Według legendy Siddhartha miał przyjść na świat w 563 r. p.n.e., lecz niektórzy badacze uważają, że mógł się on narodzić 200 lat wcześniej. Wydarzenie to miało mieć miejsce w lesie, w którym na czas porodu zatrzymał się orszak jego matki Mai Devi. Podobno książę bardzo szybko dorastał, a wszędzie tam gdzie postawił nogę pojawiał się kwiat lotosu. Oczywiście jest to zwyczajna bajka, którą napisano w celu wyróżnienia Buddy. Nie przeczę jednak, że Siddhartha już od najmłodszych lat mógł być dzieckiem niezwykle zdolnym. Jego przygoda z oświeceniem rozpoczęła się w momencie, gdy ujrzał żyjącą za murami pałacu ludność. Większość mieszkańców miasta cierpiała na nieuleczalne choroby, doskwierała im bieda, głód oraz dyskomfort psychiczny. Widok tak nieszczęśliwych ludzi zszokował Siddharthę, który był do tej pory wychowywany w bajkowym świecie – w pałacu panował dostatek, medycyna stała na wyższym poziomie, a ludzi ozdabiano makijażem, bogatymi szatami i biżuterią, by uczynić ich pięknymi i wiecznie młodymi. Od tamtej pory młody książę zaczął rozmyślać nad tym, co by było, gdyby opuścił pałac i rozpoczął życie zwykłego człowieka. Czułby wtedy duchową wolność i mógłby swobodnie medytować nad istotą cierpienia. Jak postanowił, tak zrobił. Siddhartha podstępem opuścił pałac, bez trudu omijając służbę, której król Suddhodana kazał pilnować przyszłego następcę tronu. Buddyjska legenda podaje, że ucieczka była możliwa, gdyż cały dwór pogrążył się w głębokim śnie, a Siddhartha jako jedyny się obudził i nie mógł ponownie zasnąć. Oczywiście to wydarzenie ma być jedynie metaforą – chodzi tu o przebudzenie się ze snu niewiedzy i ignorancji. Po opuszczeniu rodzinnego miasta młody książę zaczął podawać się za żebraka, zadając się w tym czasie z ascetami oraz dwoma sławnymi mędrcami – Alarą Kalamą i Uddaką Ramaputtą. Znajomość z tymi osobistościami nie przyniosła jednak żadnych rezultatów w poszukiwaniu prawdy o cierpieniu. Siddhartha postanowił więc działać na własną rękę. Zgromadził wokół siebie kilku wiernych mu uczniów, z którymi wiódł życie ascety. Jednak pewnego dnia książę usłyszał jak przechodzący obok muzyk poucza swego ucznia słowami: „Jeśli napniesz strunę zbyt mocno – pęknie. Jeśli zrobisz to zbyt luźno – nie wyda dźwięku”. Siddhartha zrozumiał wówczas, że umartwianie się w niczym mu nie pomoże, a jedynie przeszkodzi. Udał się więc w stronę rzeki, w której po raz pierwszy od wielu dni się umył. Następnie pozwolił sobie na normalny posiłek. Kiedy jego uczniowie to zobaczyli, uznali, że mistrz ich zdradził. Postanowili więc opuścić Siddharthę, który od tego czasu musiał poszukiwać prawdy w samotności. Podczas spaceru po lesie, książę usiadł pod drzewem Bodhi i zdecydował, że nie ruszy się z tego miejsca dotąd, aż nie rozwikła zagadki cierpienia. I tym razem poszukiwania zakończyły się sukcesem… Siddhartha stał się Oświeconym, czyli Buddhą. Sformułował Cztery Szlachetne Prawdy, które opowiadają o istocie cierpienia, jego przyczynie i ustaniu. Uznał, że ludzie są nieszczęśliwi, gdyż w ich świecie nic nie jest trwałe. Trwałe nie są rzeczy materialne, stany duchowe oraz ludzkie życie. Twierdził też, że nawet ludzka dusza nie jest trwała, co jest zgodne dogmatami odkrywanej przez nas w tej książce religii. Według Siddharthy sposobem na wyzbycie się cierpienia jest przede wszystkim zrezygnowanie ze wszelkich pragnień. Hm… Oczywiście nie mogę zaprzeczyć, że jest to najbardziej praktyczna metoda walki z bólem, lecz jakże wyglądałby wówczas świat? Ludzie mieliby pozbyć się marzeń, a co za tym idzie, straciliby przecież sens życia! Pozbywając się jednego cierpienia, wkroczyliby w ramiona następnego…Nie można zatem powiedzieć, że wszystkie nauki Siddharthy są prawdziwe. Lecz należy go podziwiać za to, że poszerzył ludzką wiedzę o reinkarnacji. Nazwał ludzką duszę nietrwałą, którą scalić może jedynie samodoskonalenie. Ponadto powinien być on wzorem dla wszystkich wybitnych umysłów, gdyż może on nauczyć ich wytrwałości, która jest przecież gwarancją sukcesu. Każdy, kto samodzielnie znajdzie odpowiedź na nurtujące go pytania i uczyni to za pomocą medytacji, będzie mógł wówczas nazwać siebie Oświeconym. Kolejną godną uwagi postacią jest Jezus z Nazaretu – człowiek, którego nauki dały początek chrześcijaństwu. Wbrew wszelkim pozorom narodził się on pomiędzy 8 a 4 r. p.n.e. Ta zadziwiająca wszystkich data jest wynikiem błędu, który wieki temu został popełniony przez jednego z duchownych, który nieumiejętnie skojarzył opisane w Ewangeliach wydarzenia. Ze względu na to, że nasza era trwała już wtedy od kilkuset lat, postanowiono nie robić zamieszania i nie cofać początku Epoki Chrystusowej do faktycznej daty narodzin proroka. Wiele osób uważa, że Jezus nigdy tak naprawdę nie istniał… Oczywiście jest to bzdura, gdyż zachowało się zbyt wiele dokumentów opisujących jego życie i bynajmniej nie są to tylko Ewangelie. Poza tym dlaczego apostołowie mieliby wymyślać fi kcyjnego twórcę swojej religii? Jest takie jedno pytanie, które pragnę zadać członkom Rządu Globalnego i wszystkim naukowcom, zaprzeczającym istnieniu Jezusa: „Skoro człowiek ten nigdy się nie narodził, to dlaczego tak bardzo go nienawidzicie?”. Chrześcijanie twierdzą, że Jezus miał być Synem Bożym, lecz jest to bardzo wątpliwe… Stworzone przez Boga prawo wszechświata nie pozwala przecież na to, by dziewica mogła zajść w ciążę. Wiele źródeł opisuje, że Józef, mąż Marii, nie chciał zaakceptować jej ciąży, gdyż sądził, że kobieta nosi w swym łonie cudze dziecko. Dlatego też nie wiadomo, kto był prawdziwym ojcem Jezusa. Niestety są na tym świecie ludzie, którzy wykorzystują ten fakt, aby szydzić z chrześcijan i ich proroka. Cóż za niedojrzała, godna bestii postawa… Przecież nie liczy się to, kim byli rodzice Jezusa i w jaki sposób przyszedł on na świat! Liczy się tylko to, co robił! To, o czym nauczał! Fakt, że mógł być bękartem nie ma ŻADNEGO wpływu na jego późniejsze działania, więc zupełnie nie rozumiem jak można przejmować się tymi nic nie znaczącymi obelgami, których autorami są przeważnie członkowie Rządu Globalnego i ich poplecznicy… Zapewne po głowie krąży Ci teraz następujące pytanie: „Skoro Jezus był człowiekiem, to dlaczego nazywał siebie Synem Bożym? Czy nie powinniśmy go zatem uznać za szalonego?” Oczywiście, że nie. Jezus miał przecież rację, kiedy mówił, że jest Dzieckiem Boga. W końcu wszyscy nimi jesteśmy! Gdyby nie cząstka Boskiej Energii, która krąży w naszym ciele, nigdy byśmy się nie narodzili. Zupełnie też nie rozumiem chrześcijan, którzy burzą się na wieść, że kultem Jezusa zastąpiono istniejący wcześniej w Rzymie kult Słońca. Niedziela – dzień święty dla chrześcijan, była niegdyś dniem Słońca. Natomiast 25 grudnia uważano za dzień narodzin solarnego boga Mitry. Na pierwszy rzut oka nie widać w tym niczego złego, lecz co niektórzy chrześcijanie kojarzą (i całkiem słusznie) solarne bóstwa z Lucyferem. Uważają, że zastąpienie Święta Mitry Bożym Narodzeniem jest równoznaczne z profanacją i wyśmiewaniem się z chrześcijaństwa. Oj, ludzie kochani… Już pominę fakt, że Lucyfer nie jest Szatanem, a jedynie nadczłowiekiem… Ale przecież co jest złego w czczeniu Słońca? Na pewno wszyscy potwierdzicie to, że w dni słoneczne czujecie się bardziej radośni. Słońce wybudza przyrodę ze snu zimowego, wpływa na nasze zdrowie, na cerę, na włosy i paznokcie. Nie dziwcie się więc, że starożytni widzieli w Słońcu bóstwo. Nawet obecnie możemy śmiało powiedzieć, że Słońce ma w sobie coś z Wielkiego Konstruktora. Jest ono jak wielki przekaźnik Boskiej Energii, który „zasila” z zewnątrz całe Boże dzieło, znajdujące się w naszej galaktyce. Przestańmy zatem obawiać się kultu Słońca i solarnych bogów, bo naprawdę nie ma w nich nic złego! Może jedynie poza faktem, że starożytni bogowie oddali swe dusze Arymanowi, za co zostali zniszczeni przez Stwórcę… Teraz, kiedy wyjaśniliśmy już sobie wszelkie wątpliwości dotyczące Jezusa, możemy śmiało przejść do streszczenia jego życia. Otóż chrześcijański  prorok już od najmłodszych lat interesował się religią i fi lozofi ą. Świadczy o tym potwierdzony przez Ewangelie moment, kiedy to Józef i Maria znaleźli dwunastoletniego Jezusa w świątyni, w której rozmawiał z kapłanami. Wprawdzie nie znamy treści zadawanych przez niego pytań i udzielanych odpowiedzi, ale wiemy, że kapłani byli bardzo zaskoczeni lotnością umysłu tak młodego chłopca. Z jednej strony można go za to podziwiać, z drugiej zaś należy oskarżyć go o bycie nieposłusznym wobec rodziców. Przecież na pewno zdawał sobie sprawę z tego, że gdy odłączy się od opiekunów bez uprzedzenia, ci zaczną się martwić. Trzeba sobie zatem zadać pytanie: „Co właściwie skłoniło go do odwiedzenia świątyni?” Powód można znaleźć tylko jeden… Być może Jezus próbował wcześniej rozmawiać o religii z Marią i Józefem, lecz ci nie byli tym aż tak zainteresowani i według chłopaka nie nadawali się na godnych rozmówców. Dlatego też postanowił udać się do kapłanów, czyli do ludzi, którzy stanowili elitę intelektualną Judei. To wydarzenie musiało bardzo wstrząsnąć zarówno Jezusem jak i jego opiekunami, gdyż, według Biblii, od tamtego momentu chłopak nie próbował już z nikim dyskutować o religii. Podobnie jak Józef, został rzemieślnikiem. Wielu z nas zadaje sobie pytanie: „Jak wyglądało życie Jezusa pomiędzy 12 a 30 rokiem życia? Czy dalej zajmował się fi lozofi ą, aby udoskonalić swe poglądy i swą wiedzę o Bogu?” Niektórzy uważają, że po incydencie w świątyni, małym Jezusem zainteresował się Sanhedryn, a konkretniej jeden z jego najbardziej wpływowych członków – Józef z Arymatei. Wiele osób uważa, że Józef z Arymatei mógł nawet usynowić Jezusa, kiedy zmarł mąż Marii z Nazaretu.
Według licznych przekazów, Jezus aktywną działalność rozpoczął dopiero w wieku 30 lat. Z czasem zgromadził wokół siebie dwunastu mężczyzn, którzy następnie stali się jego najbardziej zaufanymi przyjaciółmi i najlepszymi uczniami. Jego nauczanie opierało się głównie na próbach naprawy dusz ówczesnych mieszkańców Judei. Drażnił go brak poszanowania świętości (handlowanie na placu przed świątynią), ślepe i bezlitosne okrucieństwo (kamieniowanie kobiet) oraz narastająca nienawiść do Rzymu, której skutkami były bestialskie zachowania. Jezus krytykował także zachowanie arcykapłanów. Według niektórych przekazów miał im wprost powiedzieć, że są zwykłymi lichwiarzami i manipulatorami, którzy mają za nic Boga i Jego przykazania. Ponadto wierzył również w możliwość porozumienia się z Rzymianami, ale pod warunkiem, że Żydzi staną się pokorni, gdyż to właśnie dobroć potrafi zdziałać najwięcej cudów. Ewangelie wspominają także o wielu uzdrowieniach… Oczywiście czynienie cudów należy wykluczyć, gdyż jest to po prostu niemożliwe. Jak to zatem wytłumaczyć? Być może Jezus miał jakieś pojęcie o medycynie i potrafi ł leczyć z taką samą skutecznością, z jaką leczyli najlepsi w kraju medycy. Ponadto mógł też znać się na funkcjonowaniu Boskiej energii, co ułatwiało mu przywracanie harmonii w ludzkim ciele. Istnieje wiele żydowskich kawałów, w których to Jezusa porównuje się do czarnoksiężnika. Na przykład w dziele będącym parodią Ewangelii, pt. „Toldoth Yeshu: Ewangelia żydów” pojawia się fragment, gdzie Jezus za pomocą czarów wzbija się w powietrze. Jezus uważał,że Królestwo Boże jest nie z tego świata, ale on zamierza ustanowić je na Ziemi. Z pewnością miał na myśli to, że jego nauczanie odmieni w jakiś sposób ludzi i ich postrzeganie świata. Miał nadzieję, że zbliżą się oni do Boga, dzięki czemu poczują w końcu Jego obecność. Większości z nas nauki Jezusa mogą wydawać się kompletnie niepraktyczne. Dobrem za złe odpłacać? Jak to możliwe? Przecież każdy z nas wie, że zło króluje właśnie wtedy, kiedy dobrzy pozostają bierni lub miłosierni… Tylko nieliczni przestępcy są na tyle rozwinięci duchowo, by potraktować z szacunkiem okazującego im miłosierdzie człowieka. Aby nauka Jezusa mogła się sprawdzić, należałoby przekonać do niej wszystkich mieszkańców tej planety. Dlaczego uważam, że Jezus to godny uwagi prorok? Otóż wzbogacenie swej fi lozofi i o jego naukę pomoże nam zachować równowagę. Pamiętajmy o pokorze i miłosierdziu względem innych, kiedy będziemy doskonalić własną duszę. W końcu życie w harmonii z Bogiem nie jest możliwe, jeżeli krzywdzimy żywe stworzenia i całe Boże dzieło. Jezus zawsze łączył miłość z mądrością. Czy miał rację? Oczywiście, że tak.
Otóż w miłości tkwi cały sekret przetrwania. Kochając kogoś, nie skrzywdzisz tej osoby, a wręcz przeciwnie – będziesz dbał o jej bezpieczeństwo. Jeżeli w ten sposób postępowałaby cała społeczność, to będzie ona miała więcej szans na przetrwanie, gdyż jej członkowie nie będą sobie wzajemnie szkodzić, a w razie niebezpieczeństwa, każdy będzie chciał walczyć w obronie nie tylko swojej, ale też i sąsiadów. Ponadto taka społeczność nigdy nie odważy się nikogo zaatakować jako pierwsza, dzięki czemu zmniejszy się ryzyko wybuchu wojny. Dzięki miłości panuje spokój, a człowiek ma w końcu możliwość doskonalenia siebie i otaczającego go świata. Coraz mniej osób ma potrzebę doskonalenia technik zabijania, więc ich potencjał zostanie przeniesiony na wynalazki związane z życiem codziennym. Kierując się miłością, nie kierujesz się zyskiem i walką z konkurencją, dzięki czemu istnieje mniej szans na to, że zaczniesz produkować szkodliwe lub nieskuteczne lekarstwa i żywność.
Nawiasem mówiąc nauczanie o miłości jest jednym z powodów nienawiści Rządu Globalnego do osoby Jezusa. Wiesz już doskonale o tym, że Rząd Globalny pragnie ludzi głupich, którzy swym zachowaniem przypominają bestie. Aby osiaągnąć ten stan, globalna elita musiała postarać się o zniszczenie chrześcijaństwa, by ludzie zapomnieli o potędze miłości. Zapewne zgodzisz się ze mną, że współczesne społeczeństwo z roku na rok staje się coraz bardziej okrutne i agresywne. Potwierdzisz również, że ludność coraz szybciej głupieje. Możemy zatem śmiało stwierdzić, że przynajmniej połowa współczesnych chrześcijan faktycznie zapomniała o nauce Jezusa, o tym, że miłość zawsze idzie w parze z mądrością. Ponadto uważam Jezusa za wzór do naśladowania dla wszystkich tych, którzy chcą mówić prawdę. Oczywiście pewne jest to, że każdy, kto odważy występować się przeciwko temu, co głosi władza, prędzej czy później zostanie „ukrzyżowany”. Ludziom powie się, że ten bohater był oszołomem, że gadał wyssane z palca bzdury. Ci, którzy go popierali zamilkną, gdyż będą się bali, że podzielą jego los. Ale nie bójcie się… Męczeńska śmierć za prawdę jest o wiele lepsza niż długa, spokojna i bierna egzystencja. Jako staruszek, który całe życie bał się głosić swe poglądy, będziesz czuł się niespełniony i nieszczęśliwy. Natomiast jeżeli głośno wypomnisz bestiom ich winy, możesz mieć przynajmniej nadzieję, że inni Cię posłuchają i zamienią twe słowa w czyn, podczas gdy Ciebie zabije przestraszony wróg. A skoro o tym mowa, to wypadałoby dopowiedzieć parę słów o okolicznościach śmierci Jezusa z Nazaretu. Otóż wiemy o tym, że za wszystkim stali żydowscy arcykapłani, z których najbardziej wyróżnili się Józef Kajfasz i Annasz, syn Setiego. Dlaczego zapragnęli oni śmierci Jezusa? Powodów jest mnóstwo… Po pierwsze, nie mogli znieść tego, że Jezus śmiał otwarcie ich krytykować. Po drugie, obawiali się, że lud odwróci się przeciwko nim, gdyż prorok z Nazaretu skupiał wokół siebie coraz więcej popierających go osób. Po trzecie, nie podobało im się to, że Jezus nie zamierzał walczyć przeciwko Rzymianom. W końcu Żydzi potrzebowali wtedy wojownika, a nie nauczyciela i pocieszyciela. Po czwarte, Józef Kajfasz czerpał wiele korzyści z funkcjonujących pod świątynią kramów. Czasami pobierał nawet opłaty od żydów, którzy przybyli do świętego miejsca. To oczywiste, że musiało dojść do sporu pomiędzy nim, a Jezusem, który krytykował zarabianie na wiernych. Hm… Ciekawa jestem, co prorok chrześcijaństwa powiedziałby na zachowanie Kościoła… Mogłoby się okazać, że księża zostaliby potraktowani przez niego w ten sam sposób, w jaki wcześniej potraktował Sanhedryn.Dlatego też postanowiono schwytać Jezusa podczas Paschy, gdyż kapłani wiedzieli, że w tym okresie prefekt Judei uwalnia im jednego  wybranego przez nich więźnia. Więźniem, na którym zależało arcykapłanom był Barabasz – przywódca zelotów, czyli człowiek, który mógł organizować powstania przeciwko okupantowi. Przed Żydami Jezusa oskarżono o herezję i bluźnierstwo. Natomiast Poncjuszowi Piłatowi powiedziano, że człowiek ten podburza lud przeciwko Rzymowi. Na żądanie arcykapłanów Jezus został ukrzyżowany. A ponieważ był zwykłym człowiekiem… Nie zmartwychwstał. Legendę o powstaniu z grobu wymyślono pewnie po to, by uspokoić serca wszystkich tych, którzy cierpieli po jego śmierci. Zapewne uczniowie nie byli w stanie pogodzić się z faktem, że zginął niewinny człowiek, dlatego też próbowali wyobrażać sobie powrót swego nauczyciela. Być może część z nich popadła w głęboką depresję, czego skutkiem mogły być nawet zwidy. Jednakże niektórzy uważają, że Jezus wcale na krzyżu nie zginął, gdyż żołnierzom wydano nie jego, a jednego z uczniów, który dobrowolnie się poświęcił, by ratować swego mistrza. Nie wiem czy taką teorię można uznać za prawdziwą… Pewne jest tylko to, że Jezus umarł i nie zmartwychwstał. Ale nie jest to wcale powód do płaczu! Kto powiedział, że chrześcijański prorok nigdy nie powróci na Ziemię??? No pomyśl tylko… Skoro był to człowiek, który czuł wyjątkową bliskość z Bogiem, to pewnie musiał choć trochę pracować nad doskonaleniem swej duszy. To z kolei oznacza, że jego dusza była w znacznej mierze scalona, czyli według Boskiego prawa Jezus ma szansę na ponowną, pełną lub prawie pełną reinkarnację. Można zatem uznać, że chrześcijański prorok naprawdę powróci kiedyś na Ziemię. Proszę się tylko nie zdziwić jego aparycją! W końcu nie wiadomo jak on naprawdę wyglądał. Przecież reinkarnacja dotyczy tylko duszy, a nie ciała, gdyż za jego wygląd odpowiedzialne są geny, nie Boska energia… Ostatnim już wątkiem, który pragnę poruszyć jest kwestia małżeństwa Jezusa z Marią Magdaleną. Część chrześcijan burzy się, kiedy słyszy, że ich prorok mógł mieć żonę. W końcu Biblia o tym nie wspomina. A czyż Biblię, szczególnie tą obecną, można traktować jako wiarygodne źródło? Przecież wszyscy dobrze wiemy o tym, że Kościół często zmieniał treść Nowego Testamentu tak, aby pasowała ona do głoszonych przez duchownych dogmatów. Bądźmy szczerzy… Celibat wśród księży został wprowadzony tylko po to, by nie utrzymywać rodzin duchownych, dzięki czemu większe sumy pieniędzy mogłyby iść do skarbca Kościoła. Wprawdzie jestem przeciwnikiem nadmiernego krytykowania katolicyzmu, to jednak muszę przyznać, że odłam ten posiada niestety wiele wad… Ale o wadach tych pomówimy sobie później. Pragnę jeszcze dodać, że nie widzę niczego złego w tym, że Jezus mógł być żonaty. W końcu każdy z nas marzy o spotkaniu drugiej połówki, z którą mógłby założyć rodzinę… Jednym z najwybitniejszych posłańców Boga był bez wątpienia Mahomet. Człowiek ten przyszedł na świat w 570 r. n.e. Jego ojciec, Abd Allah bin Abd al-Muttaliba, pochodził z rodu Haszymitów, który był wówczas jednym z najsilniejszych rodów Mekki, aczkolwiek nie mógł się on równać z Umajjadami. Matka, Amina bint Wahb, pochodziła za to z rodziny Banu Zuhra i miała być w jakiś sposób powiązana z Medyną, co odegrało później ważną rolę w życiu twórcy islamu. Mahomet nigdy nie poznał swojego ojca, gdyż zmarł on niedługo przed narodzinami syna. Matkę spotkał ten sam los, gdy chłopak miał sześć lat. Jego wychowaniem zajął się wtedy dziadek, Abd al-Muttalib, a po jego śmierci, czyli po dwóch latach, Mahomet przeszedł pod opiekę wuja, Abu Taliba, który to był jednym z najbogatszych kupców Mekki. Chłopak brał udział w wysyłanych przez nowego opiekuna karawanach, których celem podróży była przeważnie Syria. Tam Mahomet spotykał wielu chrześcijan i żydów, z którymi lubił rozmawiać o religii i o ludzkim życiu. Z czasem doszedł do wniosku, że powinien zmodyfi kować judaizm i chrześcijaństwo, aby pogodzić ze sobą te dwie religie. W ten oto sposób powstał islam. . Ze względu na zamiłowanie do ciszy, nad istotą nowej religii Mahomet rozmyślał w grocie na górze Hira, położonej w pobliżu Mekki. Przedstawił on między innymi bardziej realną wersję Boga i nakreślił pięć obowiązków, które powinien spełniać każdy muzułmanin. Początkowo była to tylko modlitwa i pomoc sierotom oraz ubogim. Jednak z czasem dodano jeszcze post, pielgrzymkę do Mekki i wyznanie wiary. Mahomet podkreślał także równość każdego człowieka względem Boga. Wbrew wszelkim pozorom, to właśnie on nadał kobietom godność, które w czasach przedmuzułmańskich traktowano jak przedmioty. Każdy, kto choć trochę interesuje się islamem na pewno zauważył, że Koran zawiera wiele cytatów mówiących o tym, by szanować kobiety i traktować je tak, jakby były one aniołami. Fakt, że kobieta powinna być pilnowana przez męża został dodany tylko dlatego, że obawiano się nieprzewidywalnej kobiecej psychiki. Religia Mahometa coraz szybciej zdobywała poparcie w Mekce. Początkowo wyznawcami islamu byli tylko jego domownicy, lecz wkrótce muzułmanami stali się także członkowie najsilniejszych rodów Mekki. To właśnie oni pomogli swojemu prorokowi uciec do Medyny, kiedy w rodzinnym mieście rozpoczęły się prześladowania muzułmanów, za które odpowiedzialni byli zwolennicy pierwotnych semickich bóstw. To właśnie w Medynie Mahomet rozpoczął próby zjednoczenia Arabów w jednym państwie, w którym dominującą religią stał się islam. I mimo, że działania Mahometa zakończyły się sukcesem, to jednak później wśród muzułmanów nastąpił rozłam, podobny temu, który dotknął też chrześcijan. Proroka islamu należy podziwiać przede wszystkim za to, że stworzył najbliższy prawdy obraz Boga, którego chrześcijaństwo i judaizm przedstawiają jako podobną człowiekowi istotę. Drugim powodem do chwały jest fakt, że Mahomet odkrył Boże pragnienie, polegające na tym, by ludzie poznawali otaczający ich świat. Dlatego też średniowieczni muzułmanie tak bardzo różnili się od chrześcijan. Islam uratował dzieła starożytnych filozofów, historyków i uczonych, na których wzorowało się wielu arabskich, perskich i tureckich myślicieli. W średniowieczu muzułmanie mieli na swym koncie wiele osiągnięć, szczególnie w dziedzinie medycyny, podczas gdy chrześcijańska Europa była pogrążona w destrukcyjnym zacofaniu. Jak wiemy z historii, działo się tak właśnie za sprawą Kościoła. Duchowni twierdzili, że zdobywanie wiedzy jest równoznaczne z paktowaniem z demonami. Cóż za wyssana z palca bzdura! Przecież gdyby Bóg nie chciał, abyśmy poznawali świat, nie tworzyłby przecież istoty myślącej i dociekliwej! A skoro obdarzył nas takimi cechami, to najwidoczniej chce, byśmy budowali cywilizację i odkrywali wszechświat.

Ostatnią ciekawą osobą jest Edward Herbert z Cherbury, syn Ryszarda Herberta i Magdaleny Newport. Narodził się on 3 marca 1583 r. n.e. Jako dziecko miał prywatnego nauczyciela, potem natomiast dostał się na studia na uniwersytet w Oksfordzie. W latach 1608–1616 podróżował po świecie jako żołnierz. Następnie został ambasadorem brytyjskim w Paryżu. Po pięciu latach został zdymisjonowany i powrócił do Anglii. Właśnie wtedy zajął się pisaniem dzieł, w których często poruszał tematy powiązane z religią i fi lozofi ą. Edward Herbert z Cherbury zasłynął głównie jako prekursor, a być może też i twórca deizmu. Zwolennicy tego nurtu uważają, że Bóg stworzył świat i wszystkie działające w nim prawa, lecz nie ingeruje w swe dzieło. O istnieniu Stwórcy wiadomo stąd, że istnieje pewien światowy porządek, który nie mógłby przecież prawidłowo funkcjonować, gdyby nie był nadzorowany przez Absolut. Edward Herbert uważał, że powinnością człowieka jest odkrywanie praw wszechświata, co pokrywa się z poglądami wymienionych wcześniej fi lozofów. Odkrył również, że Bóg „nie działa” na zasadzie „Boże, proszę Cię, więc zrób, bo ja tak chcę.” Ponadto Edward Herbert znalazł też haczyk na ateistów. Stwierdził bowiem, że świadomość istnienia Stwórcy jest zaszczepiona w ludzkim umyśle już od dnia narodzin człowieka. Nikt z nas nie rodzi się ateistą. Tę cechę nabywa się dopiero wskutek wychowania. Podobnie jest zresztą ze wszystkimi systemami religijnymi. Dogmatów wiary musimy nauczyć się od innych, lecz istnienie Boga możemy odkryć samodzielnie. Dowodem na prawdziwość tej tezy jest fakt, że nasi przodkowie stworzyli religię. Gdyby w ich umysłach od samego początku królował ateizm, żaden z nich nie miałby nigdy potrzeby wymyślenia istoty Stwórcy. Zamiast bawić się w religię, nasi przodkowie woleliby zrobić wszystko, by poznać i zrozumieć otaczający ich świat. Jednakże okazało się, że człowiek najpierw zaczął czcić Boga, a dopiero później zapragnął poznać tajemnice świata. Tak zostaliśmy stworzeni, a natura jest przecież nieomylna… Myślę, że najlepiej będzie, jeśli sobie teraz wszystko podsumujemy, żeby lepiej to zapamiętać. Oto lista wymienionych wcześniej osób i ich osiągnięć: 1. Abram – odkrycie istnienia jednego Boga. 2. Zaratusztra – odkrycie najbliższej prawdzie istoty Szatana (Arymana); podporządkowanie bogów ludzkich Wielkiemu Konstruktorowi; zapowiedź nadejścia Mesjasza, który zjednoczy świat i ustanowi Królestwo Boże na Ziemi (Eden na Ziemi). 3. Mojżesz – pierwszy Boski prawodawca – spisanie przepisów, będących jednocześnie regułami naturalnego prawa wszechświata (choć pamiętać należy, że około 700 lat wcześniej spisano kodeks babilońskiego króla, Hammurabiego, który według legendy miał otrzymać nowe prawo od boga słońca, Szamasza); pamięć o nadludziach (w tym przypadku sumeryjskich – ostatnio zapytano mnie, dlaczego Mojżesza przedstawia się często z rogami na głowie.
Istnieją dwie teorie, które miałyby to tłumaczyć. Według pierwszej Mojżesz miał mieć na głowie dwie narośle, przypominające rogi. Według drugiej zrobił dla siebie rogatą koronę. Wydaje mi się, że bardziej prawdziwa jest teoria druga. W końcu nic dziwnego w tym, że Mojżesz na wzór swych przodków chciał nosić koronę z rogami), podporządkowanie nadludzi Bogu (nazwanie ich aniołami, przeważnie upadłymi). Szczególnym osiągnięciem jest również samo spisanie Tory, którą ja uważam za księgę naprawdę godną uwagi. Podejrzewam, że zawiera ona wiele interesujących metafor, których nikt do tej pory prawidłowo nie zinterpretował. Tory, szczególnie Księgi Rodzaju i Księgi Wyjścia nie należy rozumieć dosłownie, bo wtedy zrozumie się same kłamstwa. Jest to utwór zbyt ważny, by potraktować go tak samo jak inne dzieła. Jednakże cały problem polega na tym, że przepadł oryginał tej księgi. Obecny Pięcioksiąg Mojżeszowy został zmodyfi kowany na potrzeby Talmudu – dzieła, które kompletnie zmieniło oblicze religii Mojżesza.
Nawiasem mówiąc, jeżeli Mojżesz był czystej krwi Sumerem, może się nawet okazać, że prawdziwa Tora wcale nie była spisana alfabetem aramejskim, hebrajskim czy samarytańskim, a po prostu pismem klinowym.
4. Laozi – odkrycie prawdziwej natury wszechświata, Boskich praw; propagowanie dążenia do harmonii własnego ciała i harmonii z naturą. 5. Siddhartha Gautama – okrycie bliższej prawdzie istoty reinkarnacji; uznanie samodoskonalenia za właściwą praktykę. 6. Jezus z Nazaretu – przypomnienie, że osiągnięcie harmonii nie jest możliwe, jeżeli nie miłujemy i nie szanujemy całego Bożego dzieła – musimy godzić ze sobą miłość do własnej duszy i miłość do pozostałych żywych stworzeń; uświadomienie nam potęgi miłości. 7. Mahomet bin Abd Allah – próba zerwania z „bajkowym” opisem Boga; uznanie poznawania świata i budowania cywilizacji za główne cele ludzkiej egzystencji. 8. Edward Herbert z Cherbury – odkrycie bliższej prawdzie istoty Boga; potwierdzenie, że wiara w Stwórcę i oddawanie mu czci jest naturalnym prawem wszechświata; jednoznaczne potwierdzenie istnienia Wielkiego Konstruktora.

 

Posted in Felietony.

Daria Anna

Mam na imię Daria. Od urodzenia mieszkam w Polsce. Studiuję psychologię w Uniwersytecie Łódzkim. Moje zainteresowania skupiają się na problemach ludzkich, obserwacji relacji między ludźmi, poznawaniu sfery duchowej a także poglądów na życie. Interesuje mnie także wpływ kultury i religii na życie człowieka, jego rola i miejsce na ziemi.

W wolnych chwilach zajmuję się łucznictwem oraz pisarstwem. Pisarstwo było i jest moją pasją. Od dzieciństwa lubiłam pisać wiersze, krótkie opowiadania, które były publikowane. W 2015 roku wydałam moją pierwszą książkę zatytułowaną ” Naturalny porządek wszechświata, czyli historia Boga Prawdziwego”, będąca traktatem filozoficznym zawierającym próbę odpowiedzi na pytania: Do czego powinna zmierzać ludzkość? Jaki jest sens naszego istnienia i pozostałych jednostek? Jak można pogodzić naukę z religią?

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *