Dlaczego tracimy wiarę w Boga

W czasach gwałtownego rozwoju nauki i techniki religia jest przez nas postrzegana jako jeden z wynalazków ludzkości, podczas gdy nasi przodkowie uznawali ją za dar od samego Boga.

Na dodatek coraz częściej dochodzimy do wniosku, że wynalazek ten uległ przedawnieniu. Kiedy mówimy o religii, robimy to z takim dystansem, jakbyśmy omawiali zwykły przedmiot, a nie część naszej tradycji, część naszego własnego życia. I chociaż znaczna większość z nas nadal figuruje na listach wyznawców poszczególnych religii, to tak naprawdę wielu czuje się w duchu ateistami. Co odpowiada za taki stan rzeczy?

Najczęściej wymienianą przez ludzi przyczyną ich ateizmu jest rozwój nauki, która pokazuje nam jak bardzo nieaktualne a nawet nieprawdziwe są nasze poglądy na temat Boga i Jego związku z człowiekiem. Wiele wydarzeń, które uznawaliśmy do tej pory za cuda okazały się być zjawiskami naturalnymi, których proces powstania i przebiegu współczesny człowiek potrafi dokładnie opisać. Po co mielibyśmy zatem szanować i bać się kogoś, kogo sposoby działania można przewidzieć a nawet naśladować? Z takim zasobem wiedzy, jaki posiada nasz gatunek, sami możemy być sobie bogiem. Bowiem udało nam się okiełznać materię – narzędzie, którym do tej pory posługiwał się jedynie Stwórca. Tak sądzą chociażby niektórzy zwolennicy in vitro: “Dziecko nie jest darem od Boga. Każdy z nas potrafi je zrobić, w taki czy inny sposób. A już niedługo będziemy nawet w stanie decydować o tym, które konkretnie geny chcemy przekazać potomstwu.” Do tej mieszanki dochodzi nam jeszcze obalenie legend dotyczących stworzenia świata i człowieka oraz podważanie historyczności niektórych opisanych w świętych księgach wydarzeń. I gdzie w tym wszystkim Bóg, o którym uczyli nas nasi przodkowie? Gdzież znajduje się to mityczne Niebo, w którym miałby zasiadać na tronie? Tyle już Jego tajemnic odkryliśmy… Tyle już złego o Nim powiedzieliśmy… A on? Nic. Nawet nie jest wystarczająco silny, by nas ukarać. Żadnej nieprzewidzianej katastrofy naturalnej, żadnej anielskiej armii, która spadłaby na nas z nieba! I jak tu uwierzyć w Jego istnienie?

Kolejną, również częstą przyczyną ateizmu jest brak poczucia Boskiej opatrzności. Jeżeli ktoś z nas doświadcza w życiu samych nieszczęść, zazwyczaj obwinia za to Boga. Zanosi wówczas do niego błagalne wołania o poprawę swego losu i co dostaje w odpowiedzi? Milczenie i brak jakichkolwiek zmian. Niektórzy podchodzą do Bożej opatrzności mniej egoistycznie i osądzają Stwórcę po tym, co zrobił dla świata. Obarczają Go odpowiedzialnością za wojny, głód, niesprawiedliwość społeczną i korupcję oraz za szerzącą się przemoc. Gdyby Bogu na nas zależało, to przecież zrobiłby coś, żeby zapobiec szerzeniu się zła, prawda? Zesłałby na nas kary albo natchnąłby miłością serca wielkich tego świata! A On nie robi kompletnie nic i w milczeniu ogląda piekło, jakie rozgrywa się na Ziemi. Po co czcić takiego Boga? A może nie reaguje, bo… nie istnieje?

Zachowanie duchownych, szczególnie chrześcijańskich również zniechęca ludzi do religii. To się nie godzi, by przedstawiciel Boga na Ziemi zachowywał się niemoralnie. A już skandalem jest, kiedy jego czyny są często gorsze od czynów przeciętnego człowieka. Już pomińmy życie osobiste kapłanów… Ale co z wynajdowaniem coraz to bardziej przesadzonych i zakłamanych metod na kontrolowanie wiernych i ściąganie od nich pieniędzy? Każde wyznanie, żeby przetrwać, musi mieć się z czego utrzymać, to zrozumiałe. Ale kiedy przekracza się granicę pomiędzy przetrwaniem a zbędnym dobrobytem, to już staje się niesmaczne. Dlaczego Stwórca nic z tym nie robi? Dlaczego nie karze kapłanów za ich występki? A może w Jego oczach duchowni nie są grzesznikami? Jeśli właśnie taką postawę popiera Bóg i takich ludzi wybiera na swe sługi… Aż strach pomyśleć, jaka jest Jego moralność.

Ostatnią z przyczyn zniechęcenia do wiary, o jakich zamierzam wspomnieć jest strach przed fanatyzmem. Religia powinna nam się kojarzyć z czymś dobrym, jest przecież głęboko powiązana z moralnością. Powinna szerzyć pokój i miłość, a tymczasem kiedy patrzymy na zachowania niektórych głęboko wierzących ludzi, zaczynamy kojarzyć wiarę z przemocą i przymusem. Zabijanie w imię Boga, zmuszanie do zmiany wyznania pod groźbą kar i uprzedzenie do innej osoby tylko dlatego, że nie podziela z nami wiary we wszystkie ważne dla nas dogmaty kreuje w naszych głowach obraz Stwórcy jako tyrana. A po co służyć komuś takiemu, kiedy można się od tego odciąć i zamknąć się w świecie własnej moralności? Po co komu religie, skoro mają one wprowadzać więcej powodów do konfliktów zamiast być sposobem na zaprowadzenie pokoju?

I właśnie dlatego słowo “religia” przywodzi nam na myśl więcej negatywnych niż pozytywnych skojarzeń. Postrzegamy ją jako coś zbędnego, coś, co wprowadza więcej zamętu niż dobra. Przez złe doświadczenia i obserwacje zapominamy o tym, że wiara i tworzenie wspólnot wyznaniowych może mieć również wiele zalet. Niektóre z nich powinny być dla nas oczywiste, jak np.: wykorzystanie religii jako filozofii życiowej, która wskaże zagubionym kierunek ich życia a społeczeństwu wyznaczy zasady postępowania, dzięki którym zapobiegnie się chaosowi; uczynienie z niej ogólnego programu wychowawczego i terapii psychologicznej, które nie tylko pomogą ukształtować w ludziach pewien sposób myślenia, ale także pomogą im łatwo przebrnąć przez wiele życiowych problemów. Słysząc to, wielu ludzi popadło by w oburzenie: “Jak to?! Zaletą religii ma być mącenie ludziom w mózgach i wyznaczanie za nich ich drogi życia?! Toż to pośrednia tyrania!” Współczesny świat nauczył nas negatywnie postrzegać kontrolę. Mając przed oczami obraz władców jako despotycznych półgłówków, często zapominamy o tym, że społeczeństwo samo w sobie też nie jest idealne. Pozbawieni prawa i organów kontroli ludzie potrafią stworzyć sobie piekło na ziemi. I w tym momencie ateista powiedziałby: “No to jest oczywiste! Dlatego tych ludzi trzeba uczyć moralności, trzeba wprowadzić im jakiś strukturalizowany program wychowawczy.” Czyli mówiąc wprost – narzucić im pewną drogę życia. I czym w tym momencie prawo świeckie różni się od prawa religijnego? Niczym. Teraz argumentem ateistów może być tylko fakt, że religia spowalnia rozwój nauki poprzez zamydlanie ludziom oczu niezweryfikowanymi teoriami o początkach i funkcjonowaniu wszechświata. Dlatego religię należy uaktualnić. Należy dokonać czegoś, co do tej pory wydawało nam się niemożliwe – połączyć religię z nauką.

Posted in Felietony.

Daria Anna

Mam na imię Daria. Od urodzenia mieszkam w Polsce. Studiuję psychologię w Uniwersytecie Łódzkim. Moje zainteresowania skupiają się na problemach ludzkich, obserwacji relacji między ludźmi, poznawaniu sfery duchowej a także poglądów na życie. Interesuje mnie także wpływ kultury i religii na życie człowieka, jego rola i miejsce na ziemi.

W wolnych chwilach zajmuję się łucznictwem oraz pisarstwem. Pisarstwo było i jest moją pasją. Od dzieciństwa lubiłam pisać wiersze, krótkie opowiadania, które były publikowane. W 2015 roku wydałam moją pierwszą książkę zatytułowaną ” Naturalny porządek wszechświata, czyli historia Boga Prawdziwego”, będąca traktatem filozoficznym zawierającym próbę odpowiedzi na pytania: Do czego powinna zmierzać ludzkość? Jaki jest sens naszego istnienia i pozostałych jednostek? Jak można pogodzić naukę z religią?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *